GRU, Dru i Minionki w części 1 – moja walka

Opowiadanie Moja walka — GRU Dru i Minionki pod tytułem — pozyskiwanie pieniędzy. Co najważniejsze, jest to 1 cześć tego opowiadania, ale jakby co to wstęp jest tutaj. Dlatego może i zacznę od pierwszego zdarzenia, które utkwiło mi w głowie. Tak więc teraz muszę się cofnąć do lat dzieciństwa, o jakieś 32 lata we wstecz. Kiedy to malutki GRU podczas zabawy z rodzeństwem, uległ drobnemu wypadkowi. Dlatego spróbuję, mniej więcej opowiedzieć jak to wyglądało. Albowiem, sam zbytnio pamiętam tylko urywki zdarzenia.

Aczkolwiek każdy chyba wie, jak wyglądała ściana zastawiona meblami w czasach PRL. Ponadto każdy z was kojarzy, barek zamykany na kluczyk. Nie będę do barku zaglądać, bo tam zawsze jakieś łakocie mama miała ukryte przed nami dziećmi. A gdy kluczyk zapomniano schować, to cap za batonika i cisza.

No ale nie o tym miałem pisać. Ponieważ na początku wspomniałem to, że moja walka zaczęła się od wczesnych lat.

Chyba dlatego to zdarzenie utkwiło GRU w głowie i mało co by nie utkwiło na amen. Przede wszystkim, wspomniałem o barku i kluczyku, a było to tak. Tak więc jeszcze malutki GRU szedł sobie pod szafką, a tu nagle bach i czuje ból głowy i widzi strużkę krwi. W związku z tym udaje, że się nic nie stało.

Dlatego to zdarzenie, zostało w głowie a kluczyk, całe szczęście się złamał w pół i nie przebił czachy. W związku z tym ciężko mi to stwierdzić, czemu tak jest, a to dopiero był pierwszy kuksaniec w głowę GRU.

Kolejna walka GRU, jednakże tym razem o przetrwanie.

Ponad wszystko, kolejna moja walka to szczęście w nieszczęściu. Ponieważ w tym zdarzeniu młodzieniec oszukał przeznaczenie. A wyglądało to dość nie ciekawie, mianowicie razem z bratem ujeżdżali MAMY komarka i tak jeździli, aż brakło paliwa. A, że brakło paliwa a jeszcze była ochota na wojaże MAMY komarkiem, to trzeba było załatwić, choć literek benzyn ki. Przede wszystkim, daleko nie musieli szukać. Albowiem, Tatusia WSK w garażu z pełnym bakiem stała zaparkowana. Aczkolwiek wystarczyło, znaleźć wąż i butelkę, no i po sprawie. Tak właściwie miało to wyglądać, szybka akcja i z powrotem długa przeganiać komara.

Przede wszystkim w rzeczywistości wyglądało to wręcz przeciwnie, Dlatego, że GRU jest o rok młodszy od braciszka, no to było wiadome, kto miał zaciągnąć, z baku komara benzynę. No co, kazał mocno zaciągnąć paliwa, no ale nie kazał mu pić benzyny.

Jak reagować, gdy napijesz się benzyny.
Jednakże tym razem to szybka interwencja TATY uratowała życie GRU, no i po strachu. Wreszcie mały GRU, głową do dołu, aż z powrotem paliwa nie zwrócił. Aczkolwiek, co jest najgorsze w tym wszystkim, tak ten smak paliwa w buzi. Wydaje mi się, że ten ohydny posmak, który zaś długo się utrzymywał w buzi, to jest najgorszy w tym wszystkim. Oprócz tego to bekanie samym paliwem i to długie godziny po zajściu coś ohydnego i okropnego. To, żeby więcej do głowy taki porąbany pomysł nie przyszedł. No i poskutkowało, albowiem drugi raz już nie doszło do takiej sytuacji. Tak więc, po raz drugi GRU oszukał przeznaczenie, walcząc z nim jak równy z równym.

To jest kolejna walka GRU i zarazem przygoda z dzieciństwa,

jednakże tym razem, wracamy z pół roku w przód. Dlatego to szybko wyjaśnię, na czym polegała moja walka podczas tego zdarzenia. Jednakże zacznę od tego, że mały GRU wraz z braciszkiem, tym razem postanowili pomóc w sianokosach. W związku z tym chłopaki pojechali na pole, a tam zapakowali siano i z powrotem do stodoły. Kiedy to już opróżnili wóz z siana i trzeba było jechać z powrotem.

Ponieważ wtedy auta nie były na porządku dziennym jak teraz. Powiedziałbym, że były raczej rzadkością.

No, ale wóz to był na wypasie, może kojarzycie wóz drabiniasty. Bo, tamten to był typowy wóz drabiniasty. Co więcej, chłopaki jeszcze pełni wigoru, praca w polu najwidoczniej ich nie wymęczyła na tyle. To dlatego, że, skakali i biegali po całym wozie, stąd i z powrotem aż się nie wydarzył mały wypadek. Albowiem, młodemu GRU oślizgła się noga i wprost na ziemię. To, żeby była to tylko ziemia, to w sumie nie byłoby obrażeń. No ale pech chciał, że GRU wylądował wprost pod koło wozu i było tylko ale boli.

Bo, pecha to nie można nigdzie samego puszczać. Ponieważ On zawsze, powiadam zawsze, powinien, mieć towarzyszą. Bo jak wiadomo, we dwójkę raźniej. Tak więc pech i szczęście tylko razem, bo to zgrany duet jest.

I dzięki temu duetowi.

Moja walka, a raczej młodego GRU po raz kolejny, oszukała przeznaczenie.

Tym razem bardzo nie wiele brakowało, aby doszło do kolejnej tragedii I nie myślcie sobie, że GRU ominęło koło wozu. Bo wcale tak nie było. Ponieważ to było tak, że koło zostawiło swoje odbicie na ciele młodzieńca. Tyle że nie było to jakąś tragedią. Albowiem, koło jakimś cudem minęło głowę. Aczkolwiek nie wiem, co by było, jak by nie minęło. To raczej wtedy moja walka wyglądałaby na pewno inaczej aż strach pomyśleć.

No, ale bez ran się nie obyło, GRU próbował ukryć całe feralne zdarzenie przed mamą. Ponadto nawet parę dni nie dał po sobie znać, że coś się tam wydarzyło. Jednak ból był na tyle silny i dokuczający, że postanowił opowiedzieć mamie o wszystkim. Bo w rzeczy samej to koło przejechało GRU wzdłuż i tylko głowę jakimś cudem minęło. I to by było po raz trzeci, kiedy GRU po raz kolejny wymyka się przeznaczeniu.

GRU, Dru i Minionki w pierwszej części opowiadania

Aczkolwiek, kolejne zdarzenie GRU wbił sobie je do głowy.

Nie wiem, czy wspomniałem, ale młokos, bodajże do 8 roku życia mieszkał na wsi. Na dodatek nie wiedzieć czemu, że na wsi, jak to na wsi, hulaj dusza, piekła nie ma. Każdy bez wyjątku mieszkaniec wsi to raczej za młodego, to ma co do roboty. Aczkolwiek tym razem tylko z pół roku do przodu w czasie, do miejsca, gdzie na dworze jest piękna pogoda. To dlatego chłopaki postanowili wybyć z domu i ruszyć gdzie ich nogi poniosą. Tak więc sobie szli i szli, idą polami, łąkami, ugorami, drogami i ulicami. A kiedy już doszli do opuszczonej rudery, Gdzie grzechem, byłoby nie zajrzeć do środka i nie sprawdzić, co się tam skrywa.

Opowiadanie z serii GRU, Dru i Minionki

Nagle, brat GRU wybiega wykrzykujący w nogi,

a nie wiele, zanim, reszta ekipy się ulotniła. Oczywiście, wśród nich i młody zasuwa równym krokiem, nie odpuszczając reszcie ani na metr. Co więcej chłopaki biegną jak poparzeni, a za nimi nikt tak naprawdę nie goni.

Nie wiem, może myśleli, że będą chyba toczyć walkę z duchami, czy co bo naprawdę nie wiem.

Dlatego teraz opowiem, jak wyglądała moja walka z butelką, to taki żarcik prowadzącego załogi.

Jednak zacznę od tego, że widać było jasno i wyraźnie, że prowadzący, uciekając, trzymał w dłoni dwie butelki po winie (stare jabole). Ponieważ panowała taka zasada, że co znajdziemy, a co można jeszcze sprzedać, to oczywiście zabieramy jako łup. Przede wszystkim chodzi tu o butelki, puszki, czy też złom. Chłopaki mieli po 7 lat, taka średnia, więc zbytnio zaszkodzić raczej nie mieli jak.

Tak więc, w powietrzu i wysoko nad ziemią, znajdowały się 2 butelki 0,7 litra. A co wiadomo, że ciało wyrzucone ku górze, musi w końcu upaść w dół. To teraz finał całej przygody, bo nikt nie zgadnie, gdzie poleciały te dwa granaty. Oprócz tego, że chen wysoko, a może gdzie spadły te dwa granaty.

Jedna z nich, upadła na ziemię nie robiąc nikomu krzywdy, lecz ta druga wylądowała na czubku głowy GRU. Ponadto, rozpryskując się na drobny mak, lecz na całe szczęście, obyło się bez ofiar i bez ran. Po raz kolejny młody wykazał się opanowaniem i rozwagą, mimo potężnego ciosu w głowę, zabawa trwała nadal.

Ponieważ Moja walka, czyli GRU w dzisiejszym opowiadaniu dobiegła końca.

Tak więc GRU już w dzieciństwie, udowodnił jedno na pewno, że ma twardą głowę i to, że nie kręci afery o byle zadrapanie. Rzeczywiście mój charakter, był kreowany od najmłodszych lat życia. Albowiem, każda z historii ma swój wkład i jest elementem składowym duszy GRU. Ponieważ nie wiem, jak mocno próbowałbyś wymazać chwilę grozy ze swego życia. To musisz wiedzieć, że jednak jest to walka z niemożliwym. A twoje starania nie przyniosą Ci pożądanego efektu, bo to i tak będzie w nas siedzieć. Albowiem jak sam nie spróbujesz, to nie będziesz w sumie wiedział.

Jedna myśl na temat “GRU, Dru i Minionki w części 1 – moja walka

Dodaj własny

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Powered by WordPress.com. Motyw: Baskerville 2. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑